Mój wyjazd zbliża
się gigantycznymi krokami. Już niecałe trzy tygodnie dzielą mnie od
piaszczystych plaż Majorki. Chyba. Bo nadal usilnie wierzę, że będzie to Majorka. Takie jedno z moich niespełnionych podróżniczych marzeń.
piaszczystych plaż Majorki. Chyba. Bo nadal usilnie wierzę, że będzie to Majorka. Takie jedno z moich niespełnionych podróżniczych marzeń.
Nadal oczekuję
swojego biletu i wierzę, że nastąpi to w przeciągu kilku dni. Wczoraj Thomas
Cook upomniał się o ostatni brakujący dokument tzw. Personal Bogen, czyli po
prostu kwestionariusz osobisty. Powód, dla którego jeszcze tego nie wysłałam
jest prosty – brak danych, które powinnam w nim zamieścić. Dopiero kilka dni
temu otrzymałam nowe konto walutowe w frankach szwajcarskich. Taaak... jestem
zatrudniona przez szwajcarski oddział i moje wynagrodzenie będzie się pojawiać
z magicznym znaczkiem CHF.
Wracając do
tematu: udało mi się wczoraj wysłać ten formularz. Jedynym brakującym w tym
momencie dokumentem jest paszport. Po cholerę mi paszport?! – pomyślałam na
początku. I szczerze mówiąc nadal nie wiem. Mam dowód osobisty i praktycznie
rzecz ujmując mogę przebywać w prawie w całej Europie. Jedyne wytłumaczenie
jakie mi się nasuwa – zostanę wysłana do Turcji, Maroka lub jeszcze innego poza
europejskiego kraju.
wygląda to zupełnie inaczej.
Zebrałam się jednak w sobie i pojechałam do urzędu paszportowego. Ku mojemu zaskoczeniu nie spotkałam tam
gigantycznych kolejek jak z PRLu, a pani w informacji szybko rozwiała wszystkie moje wątpliwości. W środę więc udałam się do fotografa, bo paszportowe zdjęcia mają oczywiście swoje dziwne wymogi. Ładnie ubrana i uczesana weszłam tam z uśmiechem. Pan jednak bardzo mnie zmartwił mówiąc, że muszę "pozbyć" się chwilowo swojej grzywki. NIE! Nie dość, że na tych zdjęciach i tak
już się wygląda jak skończony idiota, to brak grzywki wcale mi nie pomagał... Cóż... przełknęłam ślinę i dałam się oślepić fleszem.
W piątek wybrałam się do urzędu złożyć ten okropny wniosek. Moje serce krwawiło na samą myśl o wydaniu 140 zł na głupi dokument... Pobrałam numerek i po kilku minutach oczekiwania automatyczny robot wywołał mnie do okienka nr 13. Pani była dość
sympatyczna, ale widać było, że zmęczona. Rozumiem. W zupełności. Też pracuję z ludźmi i wiem jak to najczęściej wygląda. Zadała kilka pytań i poinstruowała jak złożyć odciski palców.
Cała historia przebiegła bez większych komplikacji. Teraz pozostaje mi czekać i modlić się o szybsze wydanie dokumentu. Jedyne co doprowadziło mnie tam do szewskiej pasji, to ludzie. Łażą, stoją na środku, czytają, przepychają się... Matko!!! Jak ja nienawidzę ludzi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz